2013-12-30

Pierwsze Boże Narodzenie Ani

Oto bożonarodzeniowy album Ani:

Click to play this Smilebox slideshow


2013-12-24

Świątecznie z Polski

Życzymy Wszystkim
Świąt prawdziwie świątecznych
ciepłych w sercu,
zimowych na zewnątrz,
pachnących choinką,
jaśniejących pierwszą gwiazdką,
co daje nadzieję na następny rok.
Świąt wypełnionych radością i miłością,
niosących spokój i odpoczynek.


Ania ubierająca po raz pierwszy w życiu choinkę.

Pierwsza choinka i pierwsze prezenty pod choinką.

Wszystko w porządku -
Ania sama chciała usiąść u Jasia na kolanach aż ...

... tu NAGLE, bez powodu i przyczyny Ania w RYK!

2013-12-03

Na spacerze

Oj zimno w tej Polsce!


Na spacerze z Babcią


2013-11-30

Podróż do Polski

Ania była aniołkiem w samolotach (trzech). Większość czasu przespała, oglądnęła kilka krótkich filmików dla dzieci i w ogóle nie marudziła. Był to jej pierwszy lot i wszystko było dla niej nowe.

Miejsce zabaw na lotnisku na Tajwanie.
Ania gotowa do podróży
 
Nasz samolot
 
W samolocie Ania słucha muzyki.

Dziadkowie i Ciocia Be czekają na nas
na lotnisku w Warszawie.
W Warszawie jest trochę zimno.
W Polsce jesteśmy już od 10 dni, ale ciągle brak czasu na opisanie wszystkiego. Niby nic specjalnego się nie dzieje, ale dla Ani przecież wsyzstko jest nowe - nowy język, nowi ludzie, nowe miejsce, nowe jedzenie i zapachy, nowy i zimny klimat, a co za tym idzie konieczność ubierania się w grube, ciepłe ubrania. Ania daje sobie świetnie radę ze wszystkimi nowościami a i z Babcią świetnie się dogaduje :-) (ale o tym trochę później).

Ani czwarty miesiąc z nami w zdjęciach

Click to play this Smilebox slideshow
Create your own slideshow - Powered by Smilebox
Free slideshow personalized with Smilebox

2013-11-05

Znowu płacz

Już myślałam, że wszystko będzie dobrze, że Ania nie będzie już płakać wieczorem gdy Jaś kładzie się spać. Przez tydzień bylo wszystko w porządku, ani jedenj wieczornej łzy, ani jednego mruknięcia.

A tu nagle ... dzisiaj ... znowu ... ryk!

Jasiek był przecież tak cichutko, nie gadał, nie wiercił się, a Ania i tak się obudziła z płaczem.
Dlaczego?
Wracamy do punktu wyjścia?
Siedzę teraz u dzieci w pokoju na podłodze i czekam aż zasną mocno, by już żadne się nie obudziło aż do jutra rano.

Dobranoc.


2013-11-02

Filmiki z pierwszych spotkań z Anią

W końcu udało się Zosi dokończyć krótkie filmiki z naszego pierwszego i drugiego spotkania z Anią prawie pół roku temu. Czas szybko leci.



2013-10-30

Możemy lecieć

Paszport już jest!
Ania wie, że niedługo lecimy do Polski i bardo się z tego cieszy. Co jakiś czas pyta się kiedy zobaczy Babcię i Dziadka.
Ponieważ Ania bardzo lubi jogurt, wędliny, ser żółty i bułki, to mówimy jej, że w Polsce właśnie to je się na śniadanie. Mówi też, że będzie jeść naleśniki :-)
Pyta się czy w Polsce będzie jesień, czy zima. Nigdy nie widziała śniegu, więc może być sporo zabawy jeśli spadnie śnieg. A jednocześnie będzie to przygotowanie do wyjazdu na narty w styczniu. (Jak na razie mówi, że chce uczyć się jeździć na snowboardzie, a nie na nartach, taaaa ...).

Tak więc za zaczynamy odliczanie! 

2013-10-21

Paszport

Jutro kolejna podróż na południe, tym razem do Kaohsiung. Jedziemy tam z Anią by złożyć papiery potrzebne do wyrobienia jej paszportu.
Jakoś udało się Timowi przekonać agencję (a ta z kolei skontaktowała się z ojcem Ani) by wyrobić Małej paszport. Niestety poza osobą z agencji będziemy również musieli spotkać się z ojcem Ani. Nie uważam by był to dobry pomysł, ale nic na to nie mogę poradzić.
Przedwczoraj Ania miała robione zdjęcia do paszportu. Jak zawsze wyszła na nich uroczo :-) .

A tak w ogóle, to bilety do Polski już mamy! :-)

2013-10-19

Jaś vs Ania

Długo nie pisałam, gdyż nie miałam niczego wesołego do napisania. Nadal głowę mam zaprzątniętą problemami, ale chyba w końcu dojrzałam by się z nimi podzielić.

Ponad miesiąc temu, z niewiadomych przyczyn, Ania zaczęła dziwnie reagować na Jasia. Jak tylko zostawała z nim sama w pokoju, to zaczynała płakać. Wystarczyło, że Jaś na nią spojrzał a ona w ryk! Jaś nie dotykał jej, nie mówił nic do niej, a ona i tak ryczała. Jaś chciał jej pomóc, np zapiąć pasy w samochodzie, a ona w płacz. Jaś chciał jej podać picie, a ona w ryk. Wszystkich doprowadzało to do szału, a najbardziej denerwował się sam Jaś, który nie mógł zrozumieć co się stało, dlaczego z ukochanego brata nagle stał się wrogiem numer jeden. Było mu przykro, czasami denerwował się, płakał, ale nigdy nic złego Ani nie zrobił (może poza zrobieniem brzydkiej miny).

Co dziwniejsze Ania codziennie bawi się z Jasiem, chodzi z nim i z psem na spacery, Jaś czyta jej książeczki. Nie ma wtedy żadnych problemów, Jaś nadal jest najwspanialszym bratem. Budują z klocków Duplo, grają w gry planszowe, bawią się lalkami, układają puzzle. Po prostu idylla.

A tu nagle w środku zabawy - ni stąd, ni zowąd - ryk. Obserwwuję ich zabawę i do tej pory nie udało mi się dojść przyczyny takiego zachowania.

Obecnie sytuacja trochę się poprawia: Jaś chcąc pomóc Ani najpierw pyta się jej czy ona potrzebuje tej pomocy; gdy bawią się razem ja zawsze jestem w pobliżu, rzadko zostają sami we dwójkę w pokoju.

Czy ktoś ma jakieś inne pomysły i rady? Jak sprawić by relacje pomiędzy Jasiem i Anią były lepsze?

2013-09-30

Drugi miesiąc w zdjęciach

Czas tak szybko ucieka, że minął już kolejny miesiąc Ani z nami, a ja cały czas nie znalazłam nawet chwilki by coś tu napisać. Mam nadzieję, że wkrótce się to zmieni.
Na razie zapraszam do obejrzenia serii zdjęć z września:

Click to play this Smilebox slideshow

2013-08-29

Pierwszy miesiąc w zdjęciach

Przez najbliższe pół roku jesteśmy zobowiązani wysyłać naszej agencji sprawozdania o Ani. Poza opisem jej rozwoju i zachowania mamy również przesyłać zdjęcia. Tak więc poniżej zamieszczam album z wybranymi zdjęciami z zeszłego miesiąca.

Więcej zdjęć znajduje się na moim blogu Babel School in Taiwan.

Zapraszam do obejrzenia!


Click to play this Smilebox slideshow
Create your own slideshow - Powered by Smilebox
Free photo slideshow personalized with Smilebox

2013-08-19

Dziadkowie i ciotki tu i tam

Minął już trzeci tydzień odkąd Ania jest z nami, a wydaje się jakby była tu od zawsze.

Wszystko w naszej rodzince układa się jak najlepiej. Poza jednym - stosunkiem ciotek i tutejszych dziadków do Ani. Nadal nie chcą jej widzieć, nadal są przeciwni powiększeniu naszej rodziny, nadal z nimi nie rozmawiam... Jest mi z tego powodu bardzo przykro. Nigdy nie przypuszczałam, że tak wielcy i wspaniali, chodzący co niedzielę do kościoła, zasiadający w starszyźnie kościelnej, uczący dzieci w szkółce niedzielnej, ludzie w taki sposób będą odnosić się do adopcji. Zrozumieć tego nie mogę.
Ciągle wynajdują jakieś inne powody dla których według nich Ania jest ... chora (psychicznie/genetycznie/...) i nienormalna. Widzieli Anię raz - drugiego dnia w czasie jej pierwszych odwiedzin u nas i wtedy wyrobili sobie o niej zdanie (!). Otóż ... Ania nie płakała, gdy zobaczyła tyle nowych twarzy ... a więc zachowała się nienormalnie. Według mojej wszechwiedzącej niezamężnej i bezdzietnej szwagierki, dziecko, które nie płacze jest chore i nienormalne. Cóż mam więcej dodać? Słów mi brak.

A na drugim końcu świata są inni dziadkowie, którzy doczekać się nie mogą spotkania z Anią. Co 2-3 dni zasiadam z Anią przed komputerem i włączam Skype. Moi Rodzice starają się rozmawiać z nią i ona też stara się nawiązać z nimi kontakt. Oczywiście ja muszę odgrywać rolę tłumacza. Wielka szkoda, że jeszcze musimy czekać conajmniej pół roku (a pewnie i dłużej) by móc zabrać Anię w odwiedziny u dziadków w Polsce.

Kolejne polskie słówka Ani to - Babcia i Dziadzia :-)

2013-08-12

Nauka nie tylko w domu

Mijają już dwa tygodnie odkąd Ania jest z nami. Coraz częściej uśmiech gości na jej twarzy, coraz częściej sama decyduje o tym co chce robić i coraz częściej daje się przytulać.  Co rusz to zadziwia nas swoją spostrzegawczością i łatwością uczenia się. Na przykład: któregoś dnia oglądała stare albumy ze zdjęciami i zauważyła Jasia w tej samej koszulce co ona ma teraz, od tego czasu nazywa tę koszulkę "Jasia i moja koszulka".

Jak do tej pory nauczyła się kilku wyrazów/zwrotów po angielsku i po polsku:

Na spacerze mówi Inusi (naszej psinie) - Inu, do domu!
W domu, gdy pies szczeka - Inu, cicho!
Gdy daje psu jeść - Inu, sit!
Poza tym nauczyła się już takich słów jak: apple, zebra, lion, elephant, thank you. Po angielsku liczy już do czterech, a po chińsku do ... dużo więcej, ale jeszcze nie wydedukowałam do ilu dokładnie.

Zaczęłam już biedne dziecko "katować" chodzeniem do muzeów :-) Kilka dni temu wzięłam całą trójkę na wystawę twórczości Renoir'a i malarzy XX-wiecznych. Ania zachowywała się bardzo grzecznie i cichutko. Musiałam ją często podnosić by pokazać jej obrazy i by uchronić ją przed zgnieceniem, tyle było ludzi. Wystawa była oczywiście nie dla dzieci w jej wieku, ale nie mogłam jej przecież zostawić samej w domu, a poza tym i Zosia i Jaś równie wcześnie zaczynali edukację muzealną i wyszło im to na dobre.

Ania zaczęła również swoją edukację muzyczną u tej samej nauczycielki co Jaś jak był malutki. Rapunzel jest wspaniałą nauczycielką i właścicielką Mama Mia 親子館 , gdzie dzieci od najmłodszych lat poznają świat muzyki. Na pierwszej lekcji, poza Anią, były tylko trzy inne dziewczynki, które Ania od razu zaczęła nazywać swoimi koleżankami. Teraz codziennie pyta się kiedy znowu będzie iść na muzykę i kiedy spotka się z koleżankami.

W zeszłym tygodniu był na Tajwanie Dzień Ojca. Ponieważ Tim został tatą trzeci raz, więc wypadało by najmłodsze dziecię również przygotowało dla niego laurkę. 


Od samego początku staramy się by Ania w 100% była częścią naszej rodziny, oznacza więc to, że ma również pomagać w domu. Bardzo lubi przyglądać się jak gotuję i aż rwie się do pomocy.


Bardzo lubi również wychodzić z Inu na spacer i bawić się z nią wieczorami.



Każdego dnia widać jak Ania coraz bardziej staje się częścią naszej rodziny, jak się zmienia w wesołą i mądrą dziewczynkę.

2013-08-07

Pierwszy tydzień - zabawa

Aż trudno uwierzyć, że Ania jest z nami dopiero od tygodnia.

Pierwsze 2-3 dni były trochę trudne, ale nie aż tak trudne jak w czasie jej drugiego pobytu u nas. Tym razem od drugiego dnia zaczęła mnie wołać i prosić o pomoc. Już nie chodziła za Jasiem i nie stała za nim, gdy robił lekcje.

Powoli zaczyna się sama bawić. Sama decydować o tym co chciałaby robić. Jak na razie lubi bawić się wodą, modeliną, oglądać nasze rodzinne zdjęcia i książkę o zwierzętach. W końcu też przekonała się do zabawek z Little People, które były ulubionymi zabawkami zarówno Zosi jak i Jasia.

Mycie zwierząt
Wygląda na to, że Ania, tak jak Zosia i Jaś,
lubi pluskać się w wodzie na balkonie.

Zabawa modeliną
Ania lepi ... węże.

Little People są niezniszczalną zabawką
Co wieczór, po kąpieli jest czas na ... dobranockę - Misia Uszatka :-) Ania bardzo lubi ten filmik z czasów mojego dzieciństwa.



2013-08-05

Dzień "przejęcia" Ani

Jutro mija tydzień odkąd Ania jest z nami. Powoli wszystko zaczyna się układać i szczerze powiedziwszy jak na razie nie było większych problemów z jej zadomowieniem się u nas.

Jak wyglądało pożegnianie Ani z zastępczą rodziną i przejęcie jej przez nas?
Przyjechaliśmy do Tainanu trochę wcześniej niż Ania z eskortą, gdyż musieliśmy najpierw podpisać kilka papierków, podstemplować tu i ówdzie i porozmawiać z panią prowadzącą naszą sprawę.
Ania zjawiła się ku naszemu (i nie tylko) zdumieniu z całą obstawą - poza zastępczą mamą, jej córką i opiekunką społeczną zajmującą się sprawą Ani, przyjechało również trzech sąsiadów, z którymi miała ona bliższy kontakt. Podobno Good Shephard (nasza agencja) nie został o tym powiadomiony, chociaż powinien. Przeważnie nie robi się tyle szumu przy przekazywaniu dziecka, gdyż im więcej osób tym rozstanie bywa trudniejsze. I rzeczywiście, wszyscy mieli łzy w oczach i w kółko powtarzali "nie zapomnij o mnie", "pamiętaj nas odwiedzać", "zadzwoń do nas" ... Biedna Ania musiała być strasznie zdezorientowana.

Mnie z kolei zdenerwowało nagabywanie sąsiadek i ich prośby byśmy choć raz w roku przywozili Anię do nich, byśmy się z nimi kontaktowali, przysyłali im zdjęcia itp. Powstrzymywałam się by im czegoś niegrzecznego nie odpowiedzieć. Ani zastępcza mama niczego takiego nie oczekuje, gdyż wie jak to wszystko działa, że teraz wszelki kontakt osobisty musi się urwać i że możemy (jeśli chcemy) tylko za pośrednictwem agencji kontaktować się z nimi. Sąsiadki jednak tego nie rozumieją.

Good Shephard przygotował dla Ani tort urodzinowy, gdyż trzy dni wcześniej obchodziła trzecie urodziny. Był też pokaz zdjęć (i filmików) przygotowany przez naszą opiekunkę społeczną i przez rodzinę zastępczą. Filmiki przygotowane przez rodzinę zastępczą były pełne wspomnień i łez, nie obejrzeliśmy ich do końca, bo były trochę nie na miejscu. Tim z kolei w kilku słowach opisał naszą współpracę z Good Shephard i wyraził nasze szczere podziękowanie rodzinie zastępczej za tak wspaniałą opiekę nad Anią. Ofiarowaliśmy im również mały prezent - kubek z wizerunkiem Ani przed budynkiem filharmonii w Taipei.

My z kolei dostaliśmy album z jej zdjęciami z okresu kiedy się nią opiekwowali. Nie wiem czy zrobili to specjalnie czy też byli niedoinformowani - nam mówiono, że nie powinniśmy przez dłuższy czas (kilka lat) pokazywać Ani niczego co wiązałoby się z jej poprzednimi rodzinami, gdyż w ten sposób szybciej o nich zapomni i szybciej przyzwyczai się do nas. I jest to święta racja.
Ania na urodziny, czy też na pożegnanie, dostała jeszcze inne prezenty - bransoletkę, spinki do włosów, książeczkę i pozytywkę. Przez pierwsze 3-4 dni koniecznie chciała nosić bransoletkę i spinki, w kółko oglądała zdjęcie w pozytywce - powodowało to, że łzy kręciły się w jej oczach. W końcu schowałam te drobiazgi i ... jak ręką odjął - nie ma łez i smutków. Wiem, że to trochę okrutne, ale nie chcę by jakieś rzeczy wprawiały ją w smutny nastrój.

2013-07-29

Jutro ważny dzień

Czas szybko minął i już jutro jedziemy znowu do Tainanu. Tym razem odbieramy Anię z całym jej "dobytkiem" i wracamy do domu z trójką dzieci - Zosią, Jasiem i Anią.
Będzie to bardzo trudny dzień dla rodziny zastępczej Ani, która wychowywała ją jak własną córkę przez ostatnie 2,5 roku. Nie wyobrażam sobie jak musi się czuć jej zastępcza mama... Podziwiam ją i jednocześnie jestem jej szalenie wdzięczna za opiekę nad Anią, za serce i miłość, które włożyła w jej wychowanie. Po dniu jutrzejszym, gdy Ania już z nami zamieszka, jej rodzina zastępcza nie będzie mogła już się z nią bezpośrednio kontaktować, my również nie będziemy mogli się z nią kontaktować. Wszelkie więzi mają zostać zerwane. Przygotowaliśmy dla nich prezent na pamiątkę od nas i Ani:


Tak więc dzisiaj jest ostatni dzień gdy jestem mamą dwójki dzieci, jutro będę już mamą TRÓJKI (jeszcze nieoficjalnie, bo musimy czekać na orzeczenie sądu, ale ...).

2013-07-25

Pierwsze lekcje

Po sześciu dniach pobytu u nas Ania w końcu zainteresowała się materiałami montessoriańskimi, które dla niej przygotowałam.








Ania również z zainteresowaniem bawiła się małymi zwierzętami, oglądała książeczkę o zwierzętach i powtarzała za mną słówka po angielsku. Zobaczcie sami jak dobrze jej to szło.

video

Od pierwszego dnia ani pobytu u nas starałam się zainteresować ją rysowaniem i w końcu mi się to udało:




Był też czas na wygłupy :-)



2013-07-23

Ani 9 dni z nami

Minął już prawie tydzień jak pożegnaliśmy się z Anią po jej dziewięciodniowym pobycie u nas. Tyle się wydarzyło w ciągu tych dziewięciu dni, że nawet nie wiem od czego zacząć.

Przez pierwsze cztery dni Zosi nie było z nami w domu w ciągu dnia, gdyż w tym czasie brała udział w zajęciach o pracy w teatrach muzycznych. Tima również nie było w domu, bo codziennie musiał jeździć do pracy. Tak więc tylko Jaś i ja zajmowaliśmy się Anią.
Te pierwsze dni nie były łatwe, Ania nie chciała mieć ze mną nic wspólnego, na wszystkie moje pytania odpowiadała przecząco.

- Czy chcesz zjeść mango? - Nie
- Czy chcesz siusiu? - Nie
- Czy pomóc Ci? - Nie
- Chodź tu proszę. - Nie
- Czy chcesz pić? - Nie

Natomiast na wszystkie pytania Jasia odpowiadała twierdząco. Oczywiście po jakimś czasie Jasiek zaczął się wygłupiać i zadawać Ani dość dziwne pytania, których ona nie rozumiała a i tak odpowiadała twierdząco.

- Czy byłaś kiedyś na Marsie? - Tak

Od środy do soboty Ania nie chciała nic robić, nie bawiła się, nie rysowała, nie była niczym zainteresowana. Ponieważ nie chcieliśmy by myślała, że my codziennie gdzieś jeździmy, coś zwiedzamy, więc sporo czasu spędzialiśmy w domu. Jasiek pisał lekcje, a Ania mu asystowała stojąc tuż tuż obok niego. Nie pomogły wszelkie namowy by usiadła obok niego przy dużym lub przy małym stole. Ona chciała po prostu stać i go obserwować. Wszystko chciała robić z Jasiem (stała nawet pod drzwiami łazienki gdy Jaś tam był).


W środę popołudniu Jaś ma dwugodzinną lekcję muzyki, na którą muszę go zawozić. Martwiłam się jak to będzie, gdy zostanę sam na sam z Anią, czy nadal będzie unikać wszelkiego kontaktu ze mną? Na szczęście w czasie Jasia lekcji wybrałyśmy się na zakupy i okazało się, że Ania uwielbia jeździć w sklepowym wózku i wkładać rzeczy do niego. Tak więc odetchnęłam z ulgą. Spędziłyśmy razem bardzo mile czas rozmawiając i robiąc zakupy.

 
W czwartek mieliśmy gości - moja koleżanka Ewa z półtorarocznym synkiem Arturem. Przygotowałam na dworze basenik dla dzieci, ale niestety tylko Artur bawił się wodą, Ania obserwowała. A wiem przecież jak kocha wodę! Chyba jeszcze za wcześnie na spotkania z innymi maluchami.



W piątek popołudniu został ogłoszony alarm tajfunowy, czyli zamknięte zostały wszystkie biura i szkoły, odwołane wszystkie zajęcia. Zapowiadał się naprawdę groźny tajfun, czyli huraganowy wiatr i wielki deszcz. W nocy z piątku na sobotę było naprawdę niewesoło - wiatr wiał przeraźliwy. Na szczęście tylko ja nie mogłam spać. Rano okazało, że nasza bujana sofa ogrodowa ... odleciała kilka metrów ...



Dzięki tajfunowi cała rodzinka, chcąc nie chcąc, siedziała w domu. Mieliśmy czas na wspólną zabawę, wspólne pieczenie i gotowanie, potajfunowy spacer oraz czas na przyjęcie niespodziewanych gości. Ania zaczęła się do mnie przyzwyczajać, rozmawiać i bawić się ze mną. Hurra!


Niedziela była dniem pełnym atrakcji. Po Mszy pojechaliśmy przez góry Yangmingshan na 'cmentarz' z właściwie do olbrzymiej wieży, w której spoczywają prochy prababci Zosi i Jasia. Nie byliśmy tam ponad rok i juz od dawna zbieraliśmy się by tam pojechać, zawsze coś nam jednak wypadało. Teraz, bez planowania, udało nam się w końcu tam dotrzeć. Ani najbardziej podobało się na osatnim piętrze wieży skąd rozciągał się wspanialy widok na Cieśninę Tajwańską i na góry. Tutaj też urządziliśmy sobie sesję fotograficzną.



W czasie zwiedzania "wieży-cmentarza" postanowiliśmy odwiedzić znajomych mieszkających w tej części wyspy. Po przyjeździe do nich okazało się, że nie jesteśmy jedyną rodziną ich odwiedzającą. Trójka naszych dzieci dołączyła do 9 innych, czyli w sumie 12 dzieci pod jednym dachem. Ania była najmłodsza,ale zupełnie jej to nie przeszkadzało, czuła się bardzo swobodnie, obserwowała "duże" dzieci i wszędzie za nimi chodziła. Kolacja w olbrzymiej restauracji też nie speszyła Ani i chociaż po całym dniu poza domem musiała być bardzo zmęczona, to ani przez chwilkę nie marudziła, jadła wszystko co się jej podało i była naprawdę bardzo, bardzo grzeczna i kochana.


W miarę upływu czasu Ania zadomawiała się u nas i zaczynała brać bardziej aktywny udział w naszym codziennym życiu - pomagała odkładać rzeczy na miejsce, nakrywała do stołu, myła owoce i warzywa, chodziła z psem (i Jasiem) na spacery, asystowała przy przygotowywaniu posiłków.



Powoli zaczęła również używać niektórych montessoriańskich materiałów, które dla niej przygotowałam (więcej o tym w kolejnym wpisie).
Nie było też problemów z jedzieniem, jadła praktycznie wszystko, choć na pewno wiele z tych rzeczy było zupełnie nowych dla niej - np. tosty francuskie, lub polska zupa jarzynowa. Smakowały jej też płatki owsiane na mleku, płatki kukurydziane, gofry, chleb pita, bułeczki, domowe ciastka i wszelkie owoce. Jedyne czego chyba nie lubi, to ... masło.



Ostatniego dnia pobytu  Ani u nas poszłyśmy we trzy - Ania, Zosia i ja - na wystawę cukierkowych "rzeźb". Ani bardzo się tam podobało, była to chyba pierwsza wystawa jaką widziała.



Właśnie gdy wszystko zaczęło się układać, gdy Ania w końcu się zrelaksowała, musieliśmy ją odwieźć... Najpierw mieliśmy nadzieję, że Ania po kilku dniach wróci do nas, że jej trzecie urodziny spędzimy razem, ale ... niestety tak się nie stało. Z jakiś tam różnych głupich powodów musimy znowu czekać... Jeszcze tydzień.

Czy po dwóch tygodniach w rodzinie zastępczej znowu będą problemy? Znowu nie będzie chciała mieć ze mną do czynienia? Znowu będzie smutna i zdenerwowana?